Wyprawy polarne

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie wyprawa na północ Norwegii z misją fotografowania wielorybów. W grudniu wieloryby wpływają do fiordów za ławicami śledzi i wtedy można je fotografować. Mam na myśli fotografowanie tego, co raczą wynurzyć z wody. Tylko,

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie wyprawa na północ Norwegii z misją fotografowania wielorybów. W grudniu wieloryby wpływają do fiordów za ławicami śledzi i wtedy można je fotografować. Mam na myśli fotografowanie tego, co raczą wynurzyć z wody.

Tylko, że z moim pechem pewnie nie zrobiłbym ani jednego zdjęcia. Kilka lat temu pojechaliśmy z żoną fotografować zorzę polarną. Plan był taki, że wybierzemy się do Alty, gdzie co roku odbywają się zawody psich zaprzęgów. Miały więc być i psie zaprzęgi, i zorza polarna.

Okazało się jednak, że nie mogliśmy pojechać w zaplanowanym terminie, więc ruszyliśmy wtedy, kiedy mogliśmy – w lutym. Plan był taki, żeby spać w aucie, z dala od miast, po to, aby dobrze było widać zorzę.

Pojechaliśmy na dwa tygodnie – przez Rosję i Finlandię do Norwegii. Spaliśmy poza miastami, staraliśmy się… ale zorzy nie zobaczyliśmy. Ani jednego zdjęcia zorzy polarnej nie zrobiłem. Niestety, trafiliśmy na pełnię księżyca, zachmurzone niebo i dość przeciętną aktywność słoneczną.

Dlatego mam obawy, czy wyprawa „wielorybowa” nie podzieli losu wyprawy „zorzowej”.

Pomimo że zorzy nie widzieliśmy, wyprawa do Norwegii była naprawdę udana. Nigdzie indziej nie doświadczyliśmy takiej – nazwałbym to – „bezludności”. Można jechać przez tundrę kilka godzin i nie minąć żadnego samochodu ani nie zobaczyć żadnego domostwa przy drodze.

Poniżej krótki film z tego wyjazdu.

Rafał Polakowski

Podobne historie

Rafał Polakowski (RP0172)